Opowieści historyka. Kapliczka w Kiezmarku.

Geneza takich obiektów kultu bardzo stara i niezbyt dla nas jasna – ma przynajmniej kilka źródeł. Jedna z nich mówi, że nazwa „kapliczka” wywodzi się od łacińskiego wyrazu cappa – płaszcz. Chodzi tu o płaszcz św. Marcina, biskupa z Tours, który wdziewany przez królów francuskich miał ich ochronić na polu bitwy. Ów płaszcz przechowywany był w celi, czyli pomieszczeniu wewnątrz specjalnego, niewielkiego kultowego budynku o charakterystycznych kształtach. Strażniczki pamięci, znaki wiary. Poniżej historia jednej z nich.

Często są świadkami historii ziem, świadectwem szczególnych wydarzeń. Stanowią trwały element polskiego krajobrazu, stanowiąc jego niezaprzeczalną ozdobę.

Przy polskich drogach na skraju wsi, osad i miasteczek często można spotkać kapliczki i krzyże. Skrzyżowanie dróg, wjazd do wsi uchodziło dawniej za miejsce specjalne. Stanowiło bowiem granicę między światem cywilizowanym, kontrolowanym przez człowieka, a obcym, poddanym mocy diabła, demonów i czarownic. Tam właśnie na rozdrożu, grzebano często ludzi zmarłych śmiercią gwałtowną, bez pociechy religijnej, samobójców, poległych żołnierzy, ofiary mordu. Wierzono, że nocą po tych cmentarzach tułały się gromady potępionych duchów. Aby się przed nimi uchronić, najskuteczniejszym sposobem było wystawienie krzyża lub kapliczki. Krzyże i kapliczki przydrożne pojawiły się w Europie w średniowieczu.

Również w Polsce wiele podobnych budowli wzbogaca nas krajobraz i naszą historię. Wiele kapliczek ma ciekawe dzieje powstania i samej budowy. Jedną z nich jest przydrożna kapliczka w żuławskiej wsi nad brzegiem Wisły.

Przy drodze w Kiezmarku, można spotkać kapliczkę. Podobnych pięć jest jeszcze w różnych rejonach Polski. Tę na Żuławach postawił Władysław Lis, a oto jej historia. W 1941 roku mieszkańcy wsi Komarno pomagali partyzantom i z tego powodu Niemcy wyłapali wszystkich mężczyzn i dzieci. Kilkanaście osób zostało zamkniętych w celi, z której wyprowadzano ludzi na przesłuchania. Większość z nich już nie wracała, ponieważ byli rozstrzeliwani. Władysław Lis z czterema innymi mieszkańcami Komarna należał do koła różańcowego. W oczekiwaniu na cud zaczął odmawiać razem z nimi różaniec.

W trakcie modlitwy każdy z nich przysiągł, że jeżeli przeżyje, to tam, gdzie się osiedli, wybuduje taką samą kapliczkę z figurą Najświętszego Serca Pana Jezusa. W tym momencie hitlerowcy weszli do celi i zabrali ich na przesłuchanie. Pięciu przyjaciół pożegnało się ze sobą myśląc, że to już koniec. Jednak zamiast pod mur wyprowadzono ich do głównej bramy obozu i kazano się wynosić.

Władysław Lis założył rodzinę i w 1945 roku osiadł z bliskimi w Kiezmarku. Dotrzymując słowa Bogu wybudował kapliczkę z figurą Najświętszego Serca Pana Jezusa. Drugi z mężczyzn wybudował taką samą w miejscowości Komorno. Pozostali postąpili podobnie.

Tę rodziną historię spisała Anna Rakowska prawnuczka pana Władysława. Opublikowana w publikacji „W przeszłość do przyszłości”  wydanej przez Stowarzyszenie Żuławy Gdańskie.

 


Dodaj komentarz