O niezwykłych kobietach – dla kobiet w Ich dzień

Muzyka klasyczna nie jest popularnym wyborem tych czasów. W Pruszczu mamy na to rozwiązanie – jest nim Les Femmes, zespół nietuzinkowych kobiet, z których bije pasja do dzielenia się pięknem dźwięków klasyki!  Tam, gdzie jest energia i esencjonalne zamiłowanie do głębokich emocji, tam znajdzie się wytrych, który złamie konwenanse, otworzy oczy i uszy na piękno samo w sobie.

Już na wstępie bardzo dziękujemy, że udało się znaleźć Paniom czas, aby zapoznać czytelników portalu Pruszcz.com z Waszą działalnością. Co nieco już o Paniach wiemy, mieliśmy ogromną przyjemność uczestniczyć w niezwykłych spotkaniach ze sztuką przez duże S, załóżmy jednak, że Czytelnik portalu jeszcze nie słyszał o tak niezwykłym pruszczańskim zjawisku, jak „Les Femmes”. Czy mogłybyście Panie w kilku słowach opisać czym się zajmujecie, co tworzycie?

Les Femmes (fr. Kobiety) to zespół muzyki klasycznej, którego działalność skupia się głównie wokół spektakli muzycznych. Są to „kolaże operowe” składające się z różnych arii, pieśni i innych fragmentów muzyki klasycznej. Ich oryginalne zestawienie tworzy pewną,nową jakość, skłania do zabawy formą oraz nakłada świeże interpretacje sceniczno-muzyczne. Charakterystyką naszego zespołu jest fakt,że tworzą go trzy różnorodne głosy żeńskie potraktowane solowo: Natalia Krajewska-Kitowska – sopran liryczny, Joanna Sobowiec-Jamioł – sopran liryczno-koloraturowy i Emilia Osowska – mezzosopran. Każda z nas to inny świat zarówno dźwiękowy… jak i osobowościowy. Z tego czerpiemy najwięcej inspiracji. Podkreślamy nasze różnice, charaktery, bawimy się wyobraźnią i stylem każdej z nas. Łączy nas ogromna przyjaźń i zaufanie, które z pewnością pomaga nam w pracy. Często też zatracamy granicę między życiem a sceną wink.  Bardzo cenimy sobie muzyków, z którymi współpracujemy. Naszą przygodę z operą rozpoczęłyśmy z pianistką Katarzyną Hobgarską-Buja. Obecnie staramy się tworzyć spektakle z coraz większym, różnorodnym składem instrumentalnym. Do tej pory towarzyszył nam m.in. kwartet smyczkowy Piotra Jamioła, Almost Jazz Group; w maju natomiast zaśpiewamy z Orkiestrą Św. Pawła.

Zespół istnieje od 2011 roku, jednak na pruszczańskiej scenie, a właściwie scence, bo rzecz ma przecież miejsce w domu jednorodzinnym, występujecie od bardzo niedługiego czasu. Dlaczego Pruszcz? Dlaczego pomysł, chyba w założeniu kameralnych, bo ograniczanych przez przestrzeń, Koncertów na Kochanowskiego?

Dom na Kochanowskiego jest zasługą … pasji skrzypcowej Piotra wink. Sąsiedzi z pierwszego piętra w bloku, w którym mieszkaliśmy w Gdańsku prosili abyśmy po godzinie 15.00 nie grali i nie śpiewali… Zaczęliśmy więc szukać swojego miejsca na ziemi. Ten dom czekał na nas, a sala,w której odbywają się koncerty od początku zdradzała swoje powołanie. Faktem jest, że choć próby odbywają się u nas od kilku lat, sam pomysł koncertów domowych pojawił się w połowie września zeszłego roku. To był impuls wypływający z chęci tworzenia czegoś bez ograniczeń. Mam tu na myśli to wszystko co nas ogranicza: stereotypy, przyzwyczajenia i słynne słowa z Rejsu wypowiedziane w latach 70-tych: „Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę”.  Chcemy to przełamać. Rzadko chodzi się dwa, trzy razy na ten sam film do kina… ale jeśli słuchać arii operowych to tylko: Habanery z Carmen G. Bizeta. Świat muzyki klasycznej to studnia bez dna... tylko trzeba spróbować zacząć z niej czerpać. Muzyka była na początku, a teraz zauważamy, że Koncerty na Kochanowskiego to miejsce, w którym zaczęli się spotykać sąsiedzi. Coraz więcej osób zostaje po spektaklu by wypić kawę i porozmawiać. To budujące.

Gdzie jeszcze można zobaczyć „Les Femmes” poza domem na Kochanowskiego?

Gramy wszędzie, gdzie są ludzie otwarci na muzykę. Są to większe sceny np. filharmoni lub opery oraz mniejsze, bardziej kameralne sceny różnych ośrodków kultury, sceny plenerowe oraz sakralne. Posiadamy dużą elastyczność poruszania się w nowej przestrzeni. Najbardziej nietypową był pokład okrętu francuskiej marynarki wojennej “Da Grasse”. Trzeba było przestawić helikopter, aby stworzyć dla nas miejsce do spektaklu.

Od niedawna dysponujemy własnym zapleczem technicznym i coraz częściej udaje się nam okiełzać nietypowe przestrzenie i na czas koncertu przemieniać je w scenę teatru muzycznego.
Do kogo w szczególności adresujecie Panie swoje spektakle muzyczne/ dzieła sceniczne?

Do wszystkich!!! Z pewnym żalem muszę przyznać, że na nasze spektakle lub koncerty w większości przychodzą ludzie dojrzali lub… dzieci (jeśli stworzymy widowisko skierowane do nich). Brakuje środka, czyli młodzieży i ludzi w kwiecie wieku. Myślę, że cała muzyka klasyczna boryka się z tym problem. Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak jest. Z pewnością starsze pokolenie zostało wychowane w innej kulturze muzycznej i kulturze jako takiej. Być może człowiek dojrzały, który nie jedno już w życiu spróbował, odnajduje spełnienie dopiero w muzyce klasycznej?
Obecny rynek muzyczny przepełniony jest najróżniejszymi formami o różnorodnej estetyce. Muzyka klasyczną przebija się w nim z wielkim trudem. Ale jestem głęboko przekonana i wielokrotnie zaobserwowałam, że to właśnie ona dotyka serca i wyzwala największe emocje. Osoby młode, które trafiają na nasze spektakle prawie zawsze wychodzą poruszone i pozytywnie dotknięte. Często to ich pierwszy kontakt z muzyką klasyczną, operową. My mamy nadzieję, że dopiero zaczynają przygodę…

Jerzy Snakowski, gdański popularyzator opery, musicalu i baletu, wykładowca, autor scenariuszy widowisk, anonsując spektakl Pań „Dziewczyny z Neapolu” w jego autorskim cyklu spotkań z operą „Opera? Si!”, przekonuje, że , cytuję: „(…) w operze najważniejszy nie jest ani głos, ani dyrygent, ani kurtyna, ani muzyka, ani nawet dyrektor. W operze najważniejsze są kobiety! (…)”. Czy  przychylają się Panie do tego twierdzenia i czują się Panie wyjątkowe właśnie przez tworzenie opery? Co niezwykłego daje opera kobiecie? Co kobiety dają operze?

Kobieta od zawsze była obecna w operze. Wachlarz damskich uczuć, przeżyć i wyobrażeń oraz śpiew, którym parają się już małe dziewczynki, utwierdza jedynie jej pozycję w tej dziedzinie sztuki. Prawie każda opera ma swoją bohaterkę – kobietę najczęściej z krwi i kości, ale która jednocześnie marzy gorączkowo, kocha z pasją i jest gotowa do wielkich poświęceń. Być może pociąga nas to, czego boimy się w prawdziwym życiu?
Kobieta daje operze piękno, a opera piękno w niej wyzwala. My, kobiety nosimy w sobie pragnienie bycia księżniczką, pełną wdzięku, którą zdobędzie dzielny wojownik zakochany do obłędu i na zawsze. To podstawowe pragnienie z dzieciństwa. Po latach jest ono grubo przysypane, ale właściwie czemu by go nie wydobyć? Czemu tak często wydaje się nam, że to wstyd? Opera jest baśnią dla dorosłych, ale w operze można również być sobą.
Nie czuję się wyjątkowa poprzez tworzenie opery. Czuję się raczej zaproszona do tworzenia świata wyższych wartości i umiejętnego przekazywania go drugim. To duże wyzwanie i wysoka poprzeczka.

Jak to jest z głosem operowym? Czy trzeba się z nim urodzić, czy też można się go „nauczyć” tak, jak każdego innego zawodu?

Każdy z nas rodzi się z tym instrumentem. To w gruncie rzeczy ogromna tajemnica. Dla mnie to nie oczy są zwierciadłem duszy, ale właśnie głos.Odkryłam to kiedyś podczas oglądania…filmu dokumentalnego o małej wiosce na Białorusi. Była tam scena, w której do 90-letniej babuleńki przyszli w odwiedziny sąsiedzi. Ta starsza Białorusinka od wielu lat była przybita do łóżka ze względu na swoją chorobę. Jedyne, co jej pozostało, to możliwość śpiewania i była w tym przeszczęśliwa. Podobnie św. Maksymilian – w celi śmierci w Auschwitz cały czas.. śpiewał, to mu pomagało przetrwać ten czas. Nie doceniamy tego skarbu, który mamy w sobie. Jeśli tylko jest chęć jego odkrycia…to myślę, że każdy może nauczyć się śpiewać operowo. Każdy kto uczy się śpiewać prędzej czy później zmierzy się z tym, że głos to moje ja. To odkrycie jest niesamowite… , a potem to już tylko przygoda na całe życie  – odnajdywanie siebie samego. W śpiewie operowym nie można oszukać przez dobry sprzęt nagłaśniający, trzeba zmierzyć się z samym sobą. Albo się otworzymy i głos dotrze do ostatniego rzędu, albo pozostaje prysznic w łazience wink.

Skąd francusko brzmiąca nazwa zespołu?

Muzyka francuska mocno towarzyszyła nam na początku naszej drogi. Nawet zdefiniowałyśmy się w tym czasie jako trzy operowe postacie z francuskich oper. Natalia utożsamiała się z Małgorzatą z Fausta Gounoda, ja z Julią z Romeo i Julia tego samego kompozytora, a  Emilia to oczywiście …Carmen G. Bizeta ;). Dzisiaj pewnie wybrałybyśmy już inne bohaterki. Poza tym jaki język może oddać najlepiej ducha kobiecości…

Czy jest możliwe pogodzenie kariery operowej z założeniem rodziny?

W stereotypie wydaje się to niemożliwe, ale życie pokazuje, że jest to możliwe. Każdy z nas może mieć różne wyobrażenie kariery … i rodziny. Świat opery to świat wyborów – jak w każdym innym zawodzie. Śpiewaczka aż tak się nie różni od Pani Prezes. Wszystko jest kwestią priorytetów. Za szczyt kariery uznaje się zaśpiewanie w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, ale tak naprawdę największym osiągnięciem jest poruszyć muzyką czyjeś serce…, a to można zrobić w każdym miejscu na świecie. O tym marzy każdy muzyk, niezależnie od wieku i doświadczenia zawodowego. Myślę, że dzieci bardzo uwrażliwiają nas na drugiego człowieka, uczą prawdziwej radości, hartują nasze charaktery. Gdyby nie nasze dzieci… z pewnością byśmy nie śpiewały. To one dodają nam odwagi i siły do działania.

Jakie zespół ma plany?

Planów jest wiele… Chciałybyśmy rozwijać się w tym co robimy. Przed nami praca z orkiestrą w przedstawieniu „Dziewczyny z Neapolu”, nowe spektakle : „Opera jak z bajki” – koncert dla dzieci, „Kup Pan dżem” – spektakl osadzony w czasach PRL-u z operową muzyką polskich i amerykańskich kompozytorów. W najbliższym czasie planujemy także wyjazd na Kresy ze spektaklem opartym na pieśniach polskich kompozytorów: „Pejzaż polski”. Chcemy tam jechać, dołączając się do Stowarzyszenia Traugutt, które…okazało się naszym sąsiadem. To byłaby iście pruszczańska inicjatywa.

Czego sobie Panie życzycie na dzień kobiet?

Na Dzień Kobiet życzyłybyśmy sobie wyjazdu na Karaiby w towarzystwie naszych mężów i kąpieli w ciepłym morzu z kokosem ze słomką w ręku. Jeśli nie w tym roku, to może w kolejnym smiley.

Strona zespołu Les Femmes


Dodaj komentarz