Mleczny bursztyn w rękach pruszczańskiej artystki

W czasach jaskiniowców biżuteria była swego rodzaju amuletem. Wierzono, że ozdoby chronią od nieszczęść, pomagają pokonać zły urok, przynoszą myśliwemu powodzenie podczas polowania, itp. Dzisiaj mogą być pamiątką przekazywaną z pokolenia na pokolenie, pokazywać status społeczny, podkreślać styl osoby, która je nosi, albo po prostu… cieszyć swoim pięknem.

Pruszczanka Renata Korpas-Sutowicz ukończyła ASP na Wydziale Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego i choć zawodowo zajmuje się czymś innym, w wolnych chwilach projektuje oryginalną biżuterię dla siebie i znajomych. Biżuterię, która zdobywa nagrody i wyróżnienia na konkursach sztuki złotniczej i designu. Mleczny bursztyn – W czasie studiów koncentrowałam się na bursztynie łączonym ze srebrem.

Pewnego razu na zajęciach dostaliśmy zadanie, żeby nadać bursztynowi nowy charakter, unowocześnić go. Sprawić, żeby młodzi ludzie chcieli go nosić – opowiada Renata. – Zadanie spodobało mi się. Pomalowałam bursztyn specjalną mleczną farbą. Kolor został ukryty, ale miejscami przeszlifowałam go tak, że prześwitywał. Światło wchodziło przez te prześwity, odbijało się. Bursztyn miał głębię i jednocześnie nowoczesny charakter. Na pierwszy rzut oka nie było zresztą widać, że to bursztyn. Za tym pierwszym dziełem poszła seria pierścionków, wisiorków, bransoletek. Już wtedy młoda projektantka eksperymentowała, szukała nowych form. Jeszcze na studiach powstała oryginalna łyżeczka do cukru, która pokazywana była na niejednej wystawie sztuki złotniczej i designu. – To był impuls, pijąc herbatę pomyślałam o tym, jak niektórzy słodzą ją czubatą łyżeczką cukru, a inni biorą tylko pół łyżeczki – opowiada Renata Korpas. – Więc zaprojektowałam łyżeczkę, do której z jednej strony można było nasypać tyle cukru, że była cała, a gdy obracało się ją na drugą stronę – miało się tylko pół łyżeczki.

Pralinka z brylancikiem

Biorąc udział w międzynarodowym konkursie, którego tematem była dekadencja, Renata zaprojektowała „czekoladkę” zamkniętą w srebrnej klatce. Ta niezwykła pralinka została ozdobiona barokową koronką i zwieńczona brylancikiem. Z kolei prototyp naczynia/kielicha (na zdjęciu na dole strony), który powstał jako jej praca dyplomowa w pracowni biżuterii i małej formy – oglądać można w tej chwili w kościele pw. św. Jana w Gdańsku. Renata Korpas otrzymała też wyróżnienie w konkursie, w którym trzeba było zrobić biżuterię, mającą podtekst erotyczny. Zaprojektowała wtedy pierścionek, w którym połączyła srebro z koronką, była to jakby „pończoszka” na palec z przypinkami i paskiem.

Zabawa formą

Czasami robię biżuterię funkcjonalną, a czasami tylko chcę coś pokazać światu, zabawić się formą, tworzywem – uśmiecha się młoda projektantka. – Mody są różne. Są artyści, którzy robią biżuterię geometryczną lub łączą różne materiały. Inni lubią, żeby biżuteria była delikatna. Gdy coś robię dla znajomych, często słyszę prośbę „chciałbym mieć coś dla siebie dedykowanego” i zwykle jest to powrót do materiałów tradycyjnych, takich jak srebro, złoto.

Do projektowania biżuterii wkroczyła też technologia 3D. Renata lubi projektować biżuterię, także dlatego, że kobiety, które ją noszą czują się piękniejsze, a co za tym idzie, pewniejsze siebie i… szczęśliwsze.


Dodaj komentarz