Fermy wielkoprzemysłowe – zagrożenie dla rolnictwa i ekologii?

Przestaliśmy kupować produkty u lokalnych producentów. Skutek? Wykorzystały to międzynarodowe koncerny, które niszczą rynek spożywczy i ekosystem…

Problem ferm wielkoprzemysłowych

Zespół przeciw fermom

Powstanie międzyinstytucjonalny zespół, który stworzy strategię zapobiegania negatywnym skutkom oddziaływania ferm wielkoprzemysłowych, głównie drobiu i trzody chlewnej. – Chcemy, by była gotowa do końca kwietnia przyszłego roku- zapowiedziała Danuta Makowska Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gdańsku.

Decyzja o powołaniu zespołu to efekt debaty zainicjowanej w siedzibie RDOŚ w Gdańsku, w której wzięli udział szefowie pomorskich rządowych jednostek administracyjnych –  Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Agencji Nieruchomości Rolnych, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynaryjnego i Agencji Rynku Rolnego.

Powołany zostanie specjalny zespół składający się z przedstawicieli ww. instytucji, który ma opracować plan zapobiegający negatywnym skutkom środowiskom, zdrowotnym i gospodarczym wynikającym z działania ferm wielkoprzemysłowych – zapowiedziała po spotkaniu dyr. Makowska.

O jakie skutki chodzi?

 Przede wszystkim wielkoprzemysłowa ferma powoduje zanieczyszczenie środowiska, emisję do powietrza, gruntu oraz wód powierzchniowych i podziemnych. Jest zagrożeniem dla jezior, Bałtyku i cennych przyrodniczo obszarów podmokłych, obniża zdecydowanie atrakcyjność turystyczną otoczenia, w jakim jest zlokalizowania. A przecież województwo pomorskie jest predestynowane do rozwoju właśnie branży turystycznej opartej o wyjątkowe walory przyrodniczo-krajobrazowe – mówi Danuta Makowska.

Wpływ ekonomiczny przejawia się również tym, że produkcja mięsa na taką skalę jest tania, co nie pozostaje bez wpływu na lokalny rynek. Spadają ceny mięsa, więc lokalni producenci rolni stają się mniej konkurencyjni. Wraz ze spadkiem cen mięsa spada jakość żywności, co wpływa na zdrowie ludzi. Miejsca pracy znikają w rolnictwie oraz na obszarach wiejskich, w pozarolniczej działalności gospodarczej.

– I to nie tylko w turystyce, ale i w usługach związanych z turystyką: handlu, gastronomii, transporcie – twierdzi Andrzej Dolny dyrektor Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Tymczasem liczba takich ferm będzie rosła lawinowo. Tylko w tym roku RDOŚ uzgodniła 27 wniosków ws. budowy na terenie województwa pomorskiego dużych ferm kurzych, trzody chlewnej i bydła, a na rozpatrzenie czeka 10 kolejnych. W latach 2008-2016 uzgodniono warunki decyzji środowiskowych dla 116 przemysłowych ferm, z czego 42 w powiecie kartuskim. RDOŚ uzgadnia dokumentację dla tego typu przedsięwzięć, natomiast decyzję środowiskową wydają wójtowie gmin wiejskich i wiejsko-miejskich.

Żeby zatrzymać niekontrolowany wzrost liczby przemysłowych chlewni i kurników, w tym negatywne skutki ich funkcjonowania trzeba zmienić m.in. prawo.

 Jako RDOŚ nie możemy nie uzgadniać tych inwestycji, jeżeli podczas ich planowania w dokumentacji wszystko jest przedstawione zgodnie z prawem – podkreśla Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Gdańsku. – Dzisiaj fermy powstają prawie wyłącznie na terenach, dla których nie ma miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Powinno być tak, aby lokalizacja fermy w miejscu, gdzie nie ma takiego planu, nie była możliwa.

Fermy można też ograniczyć m.in. za pomocą tzw. norm odorowych. Problem w tym, że dziś w Polsce ich nie ma, na Zachodzie są.

Zastępca dyrektora Agencji Nieruchomości Rolnych Adam Śliwicki, opowiedział, jak działa mechanizm ekonomiczny związany z fermami wielkoprzemysłowymi:

Fermy prowadzą tzw. przemysłowy chów nakładczy na podstawie umowy rolnika, np. z koncernem z Europy Zachodniej. Rolnik udostępnia swoje obiekty, a koncern dostarcza mu produkty, prosiaki, paszę, a następnie odbiera produkcję, czyli np. wyhodowanego tucznika. Zgodnie z tą umową rolnik za swoją pracę otrzymuje około 40-50 zł za sztukę. Produkcja trafia głównie do krajów zachodnich.  Trafia to też do sklepów wielkopowierzchniowych w naszym kraju i psuje to rynek chowu wieprzowiny w Polsce.

Prace zespołu powołanego przez RDOŚ będzie wspierało Ministerstwo Rolnictwa.

Zasadniczy problem polega na tym, że mamy za dużo sprowadzanej zza granicy wieprzowiny, mamy bardzo silne odejście od produkcji polskiej wieprzowiny przez polskich rolników i musimy to przywrócić – podsumował  minister rolnictwa Ryszard Zarudzki.

Integracja działań jednostek rządowych może zmienić tę sytuację. Powołany Zespół opracuje plan strategiczny przedstawiając działania zapobiegające nie tylko negatywnym skutkom gospodarczym ale również zagrożeniom środowiskowym i zdrowotnym wynikającym z ww. formy działalności przemysłowej.


Dodaj komentarz